
Kiedy po północy, oczywiście bez latarki, rozbijelem namiot wiatr był na tyle porywisty, że mało nie zwiał w siną dal tropiku. Same maszty chybotaly się na wietrze niczym trzciny.
Rozkładanie kosztowało mnie jednak jedynie jednego śledzia. Kamieni w tej krainie jest jednak pod dostatkiem 🙂. Zważywszy wczorajsze zagubienie rękawiczki i jak zwykle wiejący przeważnie w twarz wiatr na tyle, że gdzieś po 22-giej zatrzymała się jakaś miła Islandka pytając czy wszystko ok 🙂, dzień wczorajszy uznaję jednak za dość udany. Wszelkie trudności przecież zwiastują nieuchronność łatwizn. A jakież byłoby życie słane jedynie bajkowymi różami?
Po ostrym więc wietrze w pierwszej części nocy, paru kroplach desczu nad ranem jak przyjemne wydały mi się poranne przeblyski słońca, możecie siebie jedynie wyobrazić.

A trudności zaczęły się właśnie po utraceniu rękawiczki i krótkim na szczęście po nią powrocie. Dłuższe wszak zaburzyłoby i tak lekko zachwiane poczucie zmierzanie zawsze przed siebie podążającego drogą wędrowca.
Wszak jeśli już zawrócisz, nie czyń tego zbyt długo. Przeznaczeniem idącego drogą jest zmierzanie przed siebie nie zważając na przeszłość.

Dziś śledzie już nie zawijają w te strony,
ale pozostało piękno.
Wszelkie trudności zwiastują nieuchronność łatwizn. Dodaję to zdanie do mojego wewnętrznego zbioru złotych myśli.