Husavik, które prosperitę rybacką wiodło w poprzednich okresach dziś z racji wielkości (15 tys. mieszkańców) nadaje się dla trapera do zaopatrzenia w dalszą eskapadę na północ.

Jadąc wzdłuż wybrzeża tak często zatrzymywałem się na foto-popas, że w końcu jechałem z aparatem zawieszonym na piersi.

Klify wpadające pionowo do oceanu, skaliste wysepki w końcu świetlone blaskiem islandzkiego słońca, malownicze doliny wyłożone soczystymi trawami z krętymi strumykami w oceanie znajdującymi wytchnienie od zakrętów.


W końcu ciepło. Zważywszy islandzkie warunki. Jednak chwilowa bezwietrzność nadawała znamiona Riwiery (przy kilkunastu stopniach C° ma się rozumieć.)Przy okazji znalazłem leżącą sobie i czekającą przy drodze za podjęcie szpilkę do namiotu. Ta mała szpilka w miejsce zgubionego śledzia to ukłon Wszechświata dla wędrowca, który nie wraca. Na koniec udało się zaobozować nad oceanem a zachód przyniósł kolejny gratis.


No cóż,
aż chciałoby się zaśpiewać : ” to Tao Cię prowadzi, najprostszą z dróg, nie szukaj zła ni dobra a znajdziesz więcej niż znaleźć byś mógł……”