
Przedzieranie przez dolinę, które zaczęło się od szutrowej, trzycyfrowej drogi powinno napawać mnie niejaką ostrożnością jednak bez wahania zamiast jechać przez tunel i po 16 km dojechać do najbliższego miasteczka skręciłem w boczną 955 i mino braku słonecznaej pogodny był to świetny wybór. Droga z czasem okazała się kryta asfaltem za to coraz bardziej mimo mgieł malownicza. Liczne klify i postrzępione skaliste pazury wdzierajaxe się w ocean gdzie nie gdzie urozmaicenie były wylaniakacymi się z mgieł skalistymi archipelagami kamienistych pióropuszy i grzbietów.

W jednym taki miejscu zrobiłem obiad z jajecznicy i zebranych obok wczorajszego biwaku grzybów.
Ukryłem się jedynie we wgłębieniu osłoniętymi od wiatru.

