
Djupivogur. Portowe miasteczko, któremu Niemcy nadali prawa miejsce już w XVI w. jak widniało na jednej ze ścian kempingowej kuchni. Na drugiej zaś, co w samym środku lata napawało podróżnika przybyłego w deszczu i chłodzie pewną rzekłbym nostalgią, widniało wyraźnie, że islandzki rekord ciepła zanotowano w tym rejonie i było to 30,5 C° tyle, że w 1939 r. Pozostało mi docenić ciepło i sucho w przytulnej kuchni bo na zewnątrz wilgotność oscylowała w okolicach 100% a temperatura nie dobijała nawet do 10 C°. Owszem wyszedłem na spacer po okolicy ale potencjalne widoki zasłaniała mgła, deszcz zniechęcał do wypuszczania się dalej a atmosfera weekendowej senności zwalniała marsz. Natknąłem się jedynie na ciekawą galerię w prywatnym domu. Islandia wspiera twórczość artystyczną i posiada stosunkowo duży odsetek artystów, nawet jeżeli mogą być oceniani przez innych jako ‘domowi’ czy amatorscy to jednak fakt, że są, tworzą, realizują siebie w sztuce jest cenne. Lubię to w islandzkiej rzeczywistości. Tu nie chodzi o jakieś spektakularne na skalę światową osiągnięcia arystyczne ale o wsparcie, również takie społeczne i mentalne do artystycznych działań. Ważniejsza, bo z punktu widzenia indywidualnej jedostki jeżeli lepiej będzie ona w stanie zrealizować swój twórczy potencjał lepsza będzie społeczność, której będzie ona częścią. Na Islandii ceni się też słowo pisane. Sporo się wydaje, dużo czyta. Tradycja czytelnictwa jest długa ponieważ jego umiejętność była od wieków średnich powszechna na wyspie podczas gdy na kontynentalnej Europie była ona dostępna raczej dla wyższych sfer. Podczas gdy Mikołaj Rej w XVI w. zaczął dopiero propagować szerzej język polski w literaturze gdzie dotąd panoszyła się łacina i ew greka na Islandii już prawie 300 lat wcześniej spisane były w rodzinymm języku słynne sagi. No i oczywiście muzyka. Bjork, Sigur Ros to tyło wierzchołek muzycznej góry lodowej tej niezwyklej wyspy. Wróciłem więc na kemping zakupiwszy puszkę islandzkiego piwa Viking i oddałem się melancholijnej kontemplacji islandziek rzeczywistości w rytmach deszczu kapiącego za oknami dającego odpowiedni podkład do melodii wiecznego wiatru, którego różnorodna aktywność dałaby radę stanąć w konkury w niejedną orkiestrą aymfoniczną. Wytrawny podróżnik nie pokonuje dystansu za wszelką cenę. Wie kiedy się zatrzymać, bo podróż to również zagłębienie w otaczającej rzeczywistości.

Daro, co u Ciebie? od 06.08 cisza – a ja codziennie sprawdzam.