Santiago de Chile tym razem na chwilę

Wpadliśmy do naszego “starego znajomego” Santiago. Niecałe 2 dni wypełnione po brzegi. Odwiedziliśmy konsula z Ambasadzie RP, który wsparł nas po pamiętnej kradzieży w Calamie. Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Uczynny, przyjazny, zaangażowany, z powołaniem. Gdyby wszyscy urzędnicy państwowo byli tacy, Polska miałaby się lepiej.

Wieczorem ruszyliśmy na spacer w kierunku miejscowego targu i znanego nam wzgórza, jedynego zielonego miejsca w okolicy. Kiedy dzień miał się powoli ku zmierzchowi nagle rozległy się dźwięki syren policyjnych wozów, ulica została zamknięta, a z dala rozlegały się jakieś krzyki i skandowanie. Od razu poczułem, że trzeba tam być. Ktoś kto protestuje przeciwko ograniczeniom chilijskiego państwa jest mi jakoś bliski po parotygodniowych doświadczeniach w tym ciekawym kraju 😉

Santiago. Manifestacja Indian Mapuche

Okazało się, że Mapuche protestują przeciw zatrzymaniu jednej z liderek ich społeczności. Jako, że Indianie i ich prawa bliskie są naszym sercom od razu przyłączyliśmy się do manifestacji.

Za nami w wozach bojowych wolno podążali znani nam dotąd od innej strony Carabineros.

Następnego dnia znowu wróciliśmy w te same okolice, tym razem tym razem na największy chyba targ w Santiago, aby zakupić parę pamiątek. Wieczorem udaliśmy się z serwisem obiadowym do naszego chilijskiego przyjaciela, który najbardziej pomógł nam po zostaniu “z niczym” w Calamie.

Placki szły jak woda 🙂
Powoli stawaliśmy się ambasadorami naszego kraju w Chile

Jeszcze ostatnie spotkanie z klimatami Santiago 😉

Parki Santiago 😉
Santiago Connecting People
Segregacja odpadów po chilijsku
Całe życie w podróży
Zielone Santiago z budowie..
c.d. poniżej
Zero Vision 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *